FAIL (the browser should render some flash content, not this).




<<[2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] >>
Dowcipow w kategorii "Humor ┼╝ydowski ": 154
Wszystkich dowcipow : 7052
Kon widzi, ┼╝e jego buchalter ┼╗├│┼étko wygl─ůda przez okno.
- Panie ┼╗├│┼étko, lepiej by pan zrobi┼é, gdyby pan ty┼ékiem przygl─ůda┼é si─Ö przechodniom a oczami zagl─ůda┼é do ksi─ůg.
- Cz─Östo to robi─Ö, panie Kon!
- Tak? A co na to przechodnie?
- M├│wi─ů "Dzie┼ä dobry, panie Kon"!
Kramarz Jechiel leży w agonii i pyta ledwo słyszalnym głosem:
- Ma┼éko, moja ┼╝ono, jeste┼Ť przy mnie?
- Jestem, m─Ö┼╝u.
- Dwojro, moja c├│rko, jeste┼Ť przy mnie?
- Jestem ojcze.
- Jojlik, m├│j synu, jeste┼Ť przy mnie?
- Jestem, ojcze.
- Binem, m├│j synu, jeste┼Ť przy mnie?
- Jestem, ojcze.
- Chajka, moja c├│rko, jeste┼Ť przy mnie?
- Jestem, ojcze.
Konaj─ůcy zrywa si─Ö i wykrzykuje ostatkiem si┼é:
- A kto siedzi w sklepie?!!!
Krawiec damski Benis Litman, najdowcipniejszy spo┼Ťr├│d rzemie┼Ťlnik├│w stanis┼éawowskich, zwyk┼é by┼é powtarza─ç: "Nie suknia zdobi cz┼éowieka!". Tote┼╝ partaczy┼é jak si─Ö da┼éo.
Pewnego razu niezadowolona klientka zaskar┼╝y┼éa go do s─ůdu o zwrot pieni─Ödzy za materia┼é.
Sędzia przesłuchuje pozwanego:
- Nazwisko?
- Litman.
- Imi─Ö?
- Prosz─Ö wysokiego s─ůdu! U nas, ┼╗yd├│w, imi─Ö to sprawa bardzo skomplikowana.
- Dlaczego skomplikowana?
- Prosz─Ö tylko pos┼éucha─ç! Ja si─Ö nazywam po ┼╝ydowsku Bajnisz, to znaczy po polsku Benis. W chederze nazywali mnie Berel-cap, w synagodze - reb Ber. Na szyldzie warsztatu nazywam si─Ö Bernard, a moja ┼╝ona nazywa mnie idiot─ů.
Lejb Sobel ożenił się i do znudzenia wychwala kolegom zalety swej urodziwej żony. Pewnego dnia spotyka przyjaciela. Ten bierze go pod ramię i szepcze do ucha:
- Daj ty spok├│j z tym gadaniem. ┼Ümiej─ů si─Ö z ciebie. Czy ty nie wiesz, ┼╝e twoja ┼╝ona ma czterech kochank├│w na boku?
- I co z tego? - u┼Ťmiecha si─Ö beztrosko Sobel - Wol─Ö mie─ç dwadzie┼Ťcia procent w dobrym interesie ni┼╝ sto procent w z┼éym!
Lili wysyła telegram do przyjaciela Mosze:
"Mosze. Przy┼Ťlij mi pi─Ö─çset dular├│w. Chodzi o m├│j honor."
Mosze wys┼éa┼é Liii dwie┼Ťcie pi─Ö─çdziesi─ůt dolar├│w z telegramem:
"Kochana przyjaciółko. Ratuj tymczasem połowę."
┼üab─Öd┼║ i ┼╗├│┼étko zwiedzaj─ů weso┼ée miasteczko. Staj─ů przed karuzel─ů.
- Ta karuzela - mówi Żółtko należy do Kona. Chodźmy się trochę przejechać.
Po kilku okr─ů┼╝eniach ┼╗├│┼étko zblad┼é, potem zzielenia┼é i dosta┼é torsji.
- Zejdź z karuzeli - radzi Łabędź.
- Nie mog─Ö.
- Dlaczego?
- Bo Kon jest mi winien pieni─ůdze i tylko w ten spos├│b mog─Ö je odebra─ç.
┼üab─Öd┼║, podobno przyst─ůpi┼ée┼Ť do sp├│┼éki z Cymermanem, ale on jest bogaty a Ty go┼éy jak ┼Ťwi─Öty turecki, jak to si─Ö dzieje?
- Pos┼éuchaj, teraz on ma pieni─ůdze a ja do┼Ťwiadczenie, a po roku to ja b─Öd─Ö mia┼é pieni─ůdze, a on do┼Ťwiadczenie.
Ma┼ée misteczko, jaki┼Ť wie┼Ťniak zaczepia ma┼éego ch┼éopca:
- Ty, Moszek gdzie tu jest magistrat?
- Sk─ůd pan wie ┼╝e ja sie nazywam Moszek?
- Zgadłem.
- To niech pan zgadnie gdzie jest magistrat.
Ma┼éego Abramka wywalili ze szko┼éy - ┼╝ydowskiej oczywi┼Ťcie - za brakpost─Öp├│w w nauce i niepos┼éusze┼ästwo. Przenie┼Ťli do go innej szko┼éy - te┼╝ ┼╝ydowskiej. Po kilku miesi─ůcach i z tej wylecia┼é z tych samych powod├│w. Do kolejnej - to samo. Po jakim┼Ť czasie w mie┼Ťcie nie zosta┼éo ani jednej ┼╝ydowskiej szko┼éy, w kt├│rej by ju┼╝ Abramka nie znali, zosta┼é wi─Öc umieszczony w katolickiej.
Po tygodniu dyrektor szkoły wzywa tatę Abramka i oznajmia mu, jakim wspaniałym chłopcem jest Abramek - grzecznym, bystrym i w ogóle] najlepszym uczniem w szkole.
Tata po powrocie do domu pyta zbaraniały Abramka:
- Abramek, co si─Ö z tob─ů sta┼éo? M├│wi─ů mi, ┼╝e jeste┼Ť najlepszym uczniem, nie chuliganisz, no wz├│r cn├│t. CO ONI Z TOB╦ç ZROBILI?
- Rozumiesz tato, pierwszego dnia taki pan w czarnym ubraniu zaprowadzi┼é mnie do ciemnego pokoju, w kt├│rym wisia┼é jaki┼Ť pan przybity do krzy┼╝a i powiedzia┼é:
- "Abramek, to jest Jezus Chrystus. On też był Żydem".
I wtedy zrozumiałem, że to nie przelewki.
MISTYKA FINANSÓW

GOLDBERG: Dzień dobry panu, panie Rapaport.
RAPAPORT: Jak ja pana widzę u siebie, to już o "dzień dobry" nie może być mowy.
GOLDBERG: Kiedy ja pana rozumiem...
RAPAPORT: Ale jak pan tu jest, to siadaj pan. Jak pan tu wszed┼é? S┼éu┼╝─ůca nie powiedzia┼éa panu, ┼╝e mnie nie ma w domu?
GOLDBERG: Powiedzia┼éa, moja s┼éu┼╝─ůca te┼╝ czasem m├│wi, ┼╝e mnie nie ma, jak jestem.
RAPAPORT: Patrz pan, jak ta służba nauczyła się kłamać?
GOLDBERG: A jak by┼Ť pan nie by┼é w domu, to ona by przecie┼╝ te┼╝ powiedzia┼éa, ┼╝e pana nie ma, co za r├│┼╝nica?!
RAPAPORT: Swoj─ů drog─ů!...
GOLDBERG: Panie Rapaport, pan mnie oddaje pieni─ůdze czy nie?
RAPAPORT: Wiele jestem panu winien?
GOLDBERG: Osiemset.
RAPAPORT: Ładna sumka.
GOLDBERG: W razie pan oddaje to ładna, nawet bardzo ładna. W razie mnie nie oddaje nie jest taka ładna. Otóż ja się pana zapytowywuję jeden z ostatnich razów: czy pan mnie oddaje moje osiemset złotych?
RAPAPORT: Naturalnie, ┼╝e oddaj─Ö.
GOLDBERG: Czy pan mi nie mo┼╝e odpowiedzie─ç po ludzku?
RAPAPORT: Przecież mówię panu od pół roku, że nie mam pieniędzy.
GOLDBERG: To co ja mam robi─ç?
RAPAPORT: Upomina─ç si─Ö!
GOLDBERG: Co mi to pomo┼╝e?
RAPAPORT: Nic!
GOLDBERG: Szanowny panie Rapaport. Przecież pan rozumie, że osiemset złotych to nie jest suma, której można nie oddać. Można nie oddać dziesięć złotych. Jak się jest bardzo wielki łobuz, to można nie oddać dwudziestu złotych, ale od stu złotych w górę każdy dług się robi honorowy. Pan to rozumie, przecież pan jest kupiec.
RAPAPORT: Panie Goldberg szanowny, ja mam inny pogl─ůd na t─Ö spraw─Ö. Dla mnie osiemset z┼éotych to jest w┼éa┼Ťnie suma, kt├│rej nie mo┼╝na odda─ç. Odda─ç mo┼╝na dziesi─Ö─ç z┼éotych. Jak si─Ö jest bardzo lekkomy┼Ťlnym, to mo┼╝na odda─ç dwadzie┼Ťcia z┼éotych. Ale od stu z┼éotych w g├│r─Ö to ka┼╝dy d┼éug staje si─Ö fikcyjny! Pan to wie! Przecie┼╝ pan jest kupiec.
GOLDBERG: Słodki panie Rapaport, więc ja się pana pytam, co ja mam robić?
RAPAPORT: To ja si─Ö pana zapytam co innego, ale pan mi daje s┼éowo honoru, ┼╝e pan mnie odpowie ca┼é─ů prawd─Ö!
GOLDBERG: Oficerskie słowo honoru.
RAPAPORT: Ja wol─Ö kupieckie.
GOLDBERG: Niech b─Ödzie kupieckie.
RAPAPORT: Ot├│┼╝ pan przychodzi do mnie, ┼╝e bym panu odda┼é osiemset z┼éotych. Dajmy na to ja wstaj─Ö, podchodz─Ö do kasy i... powiedzmy, wyci─ůgam osiemset z┼éotych i, przypu┼Ť─çmy, panu je daj─Ö. To co by pan o mnie pomy┼Ťla┼é?
GOLDBERG: Ech!... panie Rapaport!
RAPAPORT: Kotuchna! S┼éowo pan da┼ée┼Ť! Pomy┼Ťla┼éby┼Ť pan, ┼╝e jestem a myszygene kopf?
GOLDBERG: No, zaraz a myszygene!...
RAPAPORT: Pomy┼Ťla┼éby┼Ť pan tak? Tak czy nie!
GOLDBERG: Tak!...
RAPAPORT: Dzi─Ökuj─Ö panu!
GOLDBERG: Złocisty panie Rapaport. Teoretycznie pan jest kryty, ale w praktyce pan nie ma racji. Pan mnie musi oddać!
RAPAPORT: Dla samego oddania?
GOLDBERG: Nie! Ja jestem winien Gutmanowi osiemset złotych!
RAPAPORT: Gutman mo┼╝e poczeka─ç!
GOLDBERG: Gutman nie mo┼╝e poczeka─ç, bo jego dusi Rajtman.
RAPAPORT: Rajtman te┼╝ zaczeka.
GOLDBERG: Rajtman absolutnie nie zaczeka bo on jest winien Maliniakowi.
RAPAPORT: Maliniak te┼╝ mo┼╝e poczeka─ç. Chocia┼╝ nie, Maliniak nie mo┼╝e czeka─ç.
GOLDBERG: Dlaczego?
RAPAPORT: Bo on jest winien mnie, a ja nie mog─Ö czeka─ç.
GOLDBERG: Pan nie mo┼╝e czeka─ç?
RAPAPORT: Bo przecież pan chce, żebym panu oddał osiemset złotych, a ja ich nie mam. Bo ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanowi, Rajtman Gutmanowi, Gutman pożyczył panu, a pan mnie, nikt ich nie wydał, bo każdy drugiemu pożyczył i nikt ich nie ma. To ja się pana pytam, gdzie się podziały te osiemset złotych?
GOLDBERG: A czy ja wiem?!
RAPAPORT: O, widzi pan, to jest ta mistyka finans├│w. I st─ůd si─Ö wzi─ů┼é ten ca┼éy kryzys og├│lno┼Ťwiatowy!
GOLDBERG: Nie rozumiem.
RAPAPORT: Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce!
GOLDBERG: To kto ma te pieni─ůdze?
RAPAPORT: Teoretycznie wychodzi, ┼╝e my┼Ťmy powinni mie─ç te pieni─ůdze.
GOLDBERG: Co my┼Ťmy`?
RAPAPORT: Bo my┼Ťmy nikomu nie po┼╝yczyli i nam nikt nie po┼╝yczy┼é. Sytuacja jest bez wyj┼Ťcia!
GOLDBERG: Ja mam jedno wyj┼Ťcie.
RAPAPORT: Jakie?
GOLDBERG: Przez drzwi, do domu!
RAPAPORT: Widzisz pan, panie Goldberg. Nareszcie dor├│s┼é pan do sytuacji. Przyjd┼║ pan kiedy┼Ť znowu si─Ö upomnie─ç porozmawiamy
GOLDBERG: Najlepiej nie zasta─ç pana w domu.
RAPAPORT: Niech pan si─Ö nie obawia. Jak tylko b─Öd─Ö mia┼é pierwsze pieni─ůdze, to zaraz pana zawiadomi─Ö przez s┼éu┼╝b─Ö, ┼╝e mnie nie ma w domu. Nie do zobaczenia si─Ö z panem, pa!

<<[2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] >>

Dowcipow w kategorii "Humor ┼╝ydowski ": 154
Wszystkich dowcipow : 7052

 
 
Copyright 2004-2009 ©TT Auto Myjnia.
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEZONE.
Zasady korzystania  |  Polityka prywatnosci

´╗┐

  • Pomys┼éy Teorie Wynalazki || oprawki || Tanie, ciekawe ubrania || Tania, markowa Bielizna || Tania Bielizna || Meble || Obs┼éuga floty || Projekty dom├│w || Klimatyzacja, ch┼éodnictwo, wentylacja || Wyceny Rzeczoznawcy Ekspertyzy || Samochody kupno sprzeda┼╝ || Fitness top-100 || Weryfikowane linki || Zdj─Öcia i fotosy z podr├│┼╝y || Myjnia samochodowa ┼ü├│d─Ż || Niebanalne ubrania || Por├│wnywarka ubezpiecze┼ä samochodowych || Myjnie Samochodowe || Wyposa┼╝enie myjni || Okulary || Wyposa┼╝enie wn─Ötrz || medycyna,zdrowie, uroda || Sexi bielizna || Linki katalog stron || Poleasingowe ||